Sobotnie popołudnie, za oknami zaspy i mróz -15*C. W kominku strzelają iskrami płonące polana promieniując cudownym naturalnym ciepłem. Żywy ogień ma to do siebie że szybko wprowadza w zadumę, myśli zaczynają błądzić w przeszłości ... Lubię ten czas gdy słyszę tylko tykanie wielkiego starego zegara stojącego w holu. Psy przysypiają cicho, grzejąc się po gonitwach w śniegu. Rozmyślam, a może trzeba było wtedy zrobić tak, a może tak... Przecież oni nie mają powodu aby ... No dobrze może to był błąd ... itd i coraz bardziej ... No i dobrze że cztery uderzenia zegarowego gongu przywróciły mnie do teraźniejszości.
Tegoroczna zima na Mazurach przypomniała że opowieści o ,,ociepleniu klimatu" to bajki dla naiwnych mające dać podłoże do miliardowych zarobków, na rzeczach których w normalnych czasach nikt by nie kupił. Nasz 100 letni dom dzięki Bogu nie toleruje nowinek, co spowodowało że przez ostatnie lata nawet nie przyszło nam na myśl, aby kaflową kuchnię, czy żeliwny norweski kominek zamienić na bzdury które może są w stanie ogrzać dom na lazurowym wybrzeżu, czy na wyspach greckich, ale z pewnością nie w naszym klimacie. Tak więc jak od wieków w naszym ,,małym dworku" wstajemy rano budzeni przez rześkie powietrze, rozpalamy odwiecznie towarzyszący ludziom ogień, i pijąc gorącą kawę czekamy aż powietrze się ogrzeje, wówczas to zaczynają się codzienne obowiązki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz