CI KTÓRZY DO NAS ZAGLĄDAJĄ
piątek, 19 czerwca 2015
Nasz kozioł ,,Alpejski Francuski''
sobota, 13 czerwca 2015
Dojrzałość...
Efekty ostatniej sesji fotograficznej, nasze sery w roli głównej. Może tylko napiszemy że zdjęcia są autorstwa Miłosza Guzowskiego i podlegają prawu autorskiemu. ,,Kozi Las'' nasze sery są prawdziwymi dojrzewającymi serami, można rzec - jest to kwintesencja prawdziwych kozich serów dojrzewających. Lepiej je jeść, degustować, smakować, niż o nich pisać : )

niedziela, 24 maja 2015
,,KOZI LAS'' tam gdzie powstaje kozi ser...
Nasze kozy wyszły na trawę, rozkręcają się w produkcji mleka. Z dnia na dzień jest go coraz więcej w związku z tym my mamy więcej pracy. Na półkach przybywa serów, a nam systematycznej ,,z zegarkiem w ręku" pracy.
Serowni od czasu jesiennej adaptacji nie pokazywaliśmy, więc teraz pokażemy gdzie powstają aromaty i smaki z mleka kóz pasących się na śródleśnym pastwisku pełnym ziół. Ci którzy próbowali mleka naszych kózek ze zdziwieniem mówią ,,ooo całkowicie nie czuć tego koziego smaku, ono jest słodkie'' My śmiejemy się że to nie mleko, to biały wyciąg z wieeelu ziół, lekarstwo na wiele chorób :)


środa, 13 maja 2015
Na zielonej łące : )
Wreszcie wolność, wreszcie zielona trawa, mimo niewysokiej temperatury słoneczko przypomina że to już maj. Stadko z wielkim smakiem od trzech dni korzysta z tego co kozy lubią najbardziej, młoda soczysta trawa.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Sery w Polsce - serowar, konsument.
Rzadko to robimy, ale czasem spotykamy tak mądrą wypowiedź że nie byli byśmy w stanie napisać nic więcej, nic mądrzej :D Dziś zachęcamy Was do przeczytania całego wywiadu zamieszczonego na portalu LOKALNY ROLNIK.PL. Rozmowa z największym w Polsce fachowcem od serowarstwa z uwzględnieniem szczególnie tego farmerskiego , Dr inż. Mirosław Sienkiewicz dyrektor firmy Agrovis
Podobno krajowi producenci żartują, że idealny ser polskiego konsumenta nie może smakiem i zapachem zakłócać aromatu keczupu na kanapce. Jakie według Pana czynniki motywują wybory Polaków w zakresie kupna serów?
Konsumpcja serów w Polsce jest bardzo jednostronna i monotonna. Faktycznie głównym sposobem konsumpcji jest plaster sera na kanapce wzbogacony ketchupem, majonezem lub innym dressingiem. Drugi sposób to zapiekanki i pizza. A więc zastosowania, w których indywidualny smak sera nie jest zbyt istotny. Nie są u nas powszechne sposoby spożywania serów znane z krajów zachodnich: jako składnik różnych dań, jako odrębne danie kończące obiad lub dodatek degustacyjny do odpowiednich win. W Polsce rzadko sery się degustuje, a raczej po prostu je.
Polacy mają specyficzny gust serowarski. Jeszcze w latach 70-tych mieliśmy w Polsce dość dużą gamę różnorodnych smakowo serów. W latach stanu wojennego braki żywności były tak duże, że na rynek zaczęły trafiać sery coraz młodsze i coraz mniej wyraziste smakowo. I tak już zostało. Gdy powróciła gospodarka rynkowa, dużą rolę zaczęły odgrywać koszty produkcji. Czasy dojrzewania pozostały krótkie, a dla ograniczenia pracochłonności produkcji, powszechnie wprowadzono worki termokurczliwe, które z kolei przyczyniły się do ujednolicenia i zubożenia smaków. Co dziwniejsze, gdy zaczęło odradzać się małe serowarstwo jako alternatywa przetwórstwa przemysłowego, wcale nie poszło ono w kierunku różnorodności gatunków i długiego dojrzewania. Dominują sery tak świeże, że prawie surowe, z reguły nafaszerowane najróżniejszymi ziołami i innymi dodatkami, często podwędzane. Powoli jednak pojawiają się sery bardziej szlachetne, długo dojrzewające, o interesującej konsystencji i bukiecie smakowym.
Serowarstwo nie jest tak skomplikowane, jak niektórzy myślą, ani tak proste jak się to wielu wydaje. Serowarstwo, to pasja na całe życie i wymaga ciągłego szkolenia. Żeby zostać świadomym serowarem, należy zacząć od szkoleń. Nie od parogodzinnych warsztatów pokazowych, ale od przyswojenia podstaw wiedzy teoretycznej.
Serowarstwo farmerskie powinno specjalizować się w serach pracochłonnych, specyficznych, o wyrazistych cechach organoleptycznych. Obecnie zbyt dużo jest serów bardzo świeżych, mało dojrzałych, z nadmiarem ziół i innych dodatków.
Nie ma odpowiedzi na pytanie, ile powinien kosztować ser. Dla producenta tyle, żeby pokryć koszty produkcji i zapewnić jeszcze dochód, a dla konsumenta tyle, żeby mógł go sobie kupić i żeby był zadowolony z relacji jakość/cena. Z tego względu dla różnych serów cena musi być różna. Sery z mleka koziego są z reguły droższe, niż te z mleka krowiego,
Sery farmerskie i rzemieślnicze muszą być droższe niż te przemysłowe, ze względu na niską wydajność małych serowni i duży nakład pracy ręcznej.
czwartek, 9 kwietnia 2015
To tylko brak czasu ???
Ostatnio uczestniczyliśmy w takiej wymianie zdań ,, Czy wy jeszcze żyjecie? '' A skąd takie pytanie ? ,, Bo zaglądamy na waszego bloga, a tam niiiic i nic''
Do tego doszło jeszcze tak zwane twórcze wypalenie (chyba) Napisanie 470 wpisów opatrzonych zdjęciami to tak jakbyśmy napisali ,,grubaśną'' książkę, album. Po tych czterech latach i po zmianach jakie zaszły w naszej działalności po prostu chyba chcieliśmy odpocząć od pisaniny, myślenia, co pokazać, jak napisać. No ale dobrze, bo chyba się zbyt gęsto tłumaczymy :)
Zmiana profilu w naszej działalności cały czas w toku. W tym momencie jesteśmy na etapie wykotów. Rodzą się kolejne kózki które mamy nadzieję że po takim ojcu wzbogacą nasze stado w następnym roku doskonałymi mlecznicami :)
Na razie jesteśmy po przebudowie alpaczej stajni na koziarnię, zbudowaliśmy podpatrzone u Francuzów karmniki które ułatwiają obsługę takiej ilości kóz. Pełnią one rolę drabinki do siana i jednocześnie korytka do pasz treściwych i marchwi. Kozy dosyć szybko nauczyły się jak to działa, teraz karmienie to szybsza czynność nie powodująca zamieszania w koziarni.Jesteśmy też w trakcie dopasowywania opakowań i projektowania etykiet na nasze kozie specjały. Wydaje się nam że chyba mamy już to co ma być : ) Nasza mała serownia i dojrzewalnia cały cas jest doposażana i dopieszczana, ale cała elektronika, sterowanie i pomiar atmosferą działają już bez zarzutów. Następny wpis będziemy mogli więc poświęcić właśnie temu co zajęło nam całą jesień i sporą część zimy, serowni z dojrzewalnią.

sobota, 21 marca 2015
Jak to z Czupurkiem było...
Gdy półtora roku temu pojechaliśmy po ,,Czupurka'' wiedzieliśmy tylko tyle że facet ma fajnego kozła do sprzedania ,,prawdziwego alpejskiego'' Nasze wstępne oględziny i wniosek - ,,alpejski to on jest, ale nie tak do końca'' Pan właściciel kozła twierdzi że kupił go jako prawdziwego alpejczyka, przywiezionego ,,gdzieś z daleka, z prawdziwej hodowli nastawionej na produkcję mleka'' Ot i cały certyfikat naszego koziołka którego nazwaliśmy ,,Czupurek'' z powodu zadziornej grzywki :)
Z biegiem czasu nasz ,,Czupurek'' mężniał, dorastał i porastał pięknym płaszczem siwo brunatnych włosów. Na zdjęciach tego nie widać ale Czupurek jest potężny, rozstaw rogów w tej chwili to prawie 80 centymetrów : )
Zaczęliśmy przeszukiwać internet i okazało się że rzeczywiście jest taka rasa w Szwajcarii, ma nawet swój odrębny związek. Po przejrzeniu albumu ,,związkowego'' nie mieliśmy wątpliwości ,,Czupurek'' to z całą pewnością męski przedstawiciel rasy Chevre Bottee.
Tak więc całe tegoroczne potomstwo naszych kózek Alpejskich Francuskich dostało bardzo dobre geny pierwotnych kóz alpejskich Szwajcarskich : ) Skądinąd widać wyraźnie, tak w pokroju jak i umaszczeniu że kozy Bottee były pniem z którego wyhodowano kozę Alpejską Francuską.Dwa zdjęcia najniżej to przykładowe kozły Bottee z albumu Association suisse des éleveurs de la chèvre bottée ASCB
czwartek, 5 marca 2015
Chleba naszego powszedniego...
Nie ma problemu usłyszeliśmy od Piotra, może być nawet taki spory bo macie poniemieckie płyty na sześć fajer to i piec będzie dłuuugi :)
No i postawił kuchnię a pod nią piec chlebowy, sklepiony nie wysoko aby się szybko nagrzewał ,,na cztery duże blachy'' jak to on nazwał. No i piec był, niestety czekał tyle czasu na jakiś impuls, sygnał... Od długiego czasu narzekaliśmy na chleb ,,ze sklepu'' że ohydny, nie daje się jeść... aż kilka dni temu Zosia przeglądając kalendarz biodynamiczny na ten rok (autorstwa Pani Mari Thun tylko tego używamy od lat) z uśmiechem stwierdziła ,,mam dobry przepis na chleb'' Okazało się że tak jest przepis na prawdziwy chleb na zakwasie (nie taki z dodatkiem drożdży, aby lepiej rósł) Mąka razowa żytnia TYP2000 jednym słowem pełna, prosto z żarna bez odsiewania tego co najcenniejsze, wytwarzana nie opodal nas, przez naszych przyjaciół w młynie wodnym ze zbóż ekologicznych (Małgorzata i Piotr Hillar ,,Młyn wodny Tuczki'' )
O walorach zdrowotnych chleba żytniego pieczonego na zakwasie z mąki pełnej z upraw ekologicznych, napiszemy kiedyś przy okazji : ) O wpływie na organizm, trucizny sprzedawanej w sklepach nazywanej chlebem pisać chyba nie musimy.
środa, 11 lutego 2015
"Kamieni kupa" i inne "murzyńskości".
Pewnie poczujecie się lekko zdezorientowani bo sielskie obrazki z poprzedniego lata zapowiadają sielski wpis. No niestety nie będzie sielsko :/
Polska płonie, a właściwie to chyba są już raczej zgliszcza. W prywatnych rozmowach, włączając telewizor czy radio każdego dnia wypływa nowe, kolejne gówno jakie PO-panowie nam ukręcili przez ostatnie kilka lat. Dziś właściwie nie ma grupy społecznej (oczywiście poza pajacami ze świata show-biznesu, mainstream-mediów oraz rządowo-partyjnej hołoty) która nie leżałaby na łopatkach i dogorywała. Całkowity upadek wszelkich gałęzi przemysłu, produkcji i wytwórczości. Nadchodzący kataklizm w rolnictwie, kolei, służbie zdrowia, okradzione Lasy Państwowe które za moment zbankrutują i poproszą o ,,prywatnego inwestora'' z tak dobrze nam życzącego zachodu ...
Zastanawiamy się czy to towarzystwo żyje w tym sparszałym państwie gdzie bydlaki na co dzień wycierają swoje ryje pseudo demokracją, gdzie idiota z samego szczytu zawozi Ukraińcom miliony w prezencie a chorym Polakom czekającym w kilkuletnich kolejkach do lekarza mówi ,,no niestety brakuje pieniędzy''
Co musi się wydarzyć aby się towarzystwo na tym ,,Titaniku'' ocknęło i zauważyło że ten lukier i słodkie piardy to po prostu chore. Dziś słyszeliśmy i czytaliśmy głosy oburzenia na rolników którym tak dobrze a jeszcze drogi blokują. KOCHANE MIESZCZUCHY!!! JAK W ROLNICTWIE JEST TAK DOBRZE TO CZEMU NIE PRZENOSICIE SIĘ NA WIEŚ, NIE BIERZECIE TYCH MILIONÓW DOPŁAT, Przecież do tego nie potrzeba żadnej wiedzy, to takie przyjemne zajęcie, właściwie na wsi to nic się nie robi, bo przecież wszystko samo rośnie, wystarczy brać te miliony, parobek z za płotu który nie ma na jedzenie dla dzieci wszystko co brudne i śmierdzące, zrobi za was. To przecież takie proste.
środa, 4 lutego 2015
Dlaczego dysleksja jest darem ?
Recenzja książki jest przedrukiem ze strony ,,e-akademia rodziców''
Co łączy takie nazwiska jak Richard Branson, John Lennon, Thomas Edison, Ted Turner, Pablo Picasso, Steve Jobs, Steven Spielberg, Albert Einstein czy Jules Verne? Z pewnością oprócz niewątpliwego sukcesu osiągniętego za życia, wszyscy oni byli obdarzeni pewnym darem, jakby nazwał to autor rewolucyjnej książki „Dar Dysleksji” - Ronalda D.Davisa. Mowa tu o darze dysleksji. Autor zadaje sobie pytanie czemu tak wielu z najznamienitszych osobowości nauki, sztuki czy biznesu nie potrafi czytać i jak mogą się tego nauczyć.
Ta przełomowa książka raz na zawsze zmienia oblicze tego jak dysleksja jest postrzegana na całym świecie. Dodatkowo możemy poznać praktyczne wskazówki jak poradzić sobie z problemami orientacji i z trudnościami koncentracji uwagi.
W skrócie o książce
Część I: Czym jest dysleksja?
Każdy przypadek jest wyjątkowy, ponieważ jest kombinacją indywidualnych predyspozycji, talentu, wpływów środowiska i najczęściej złych doświadczeń szkolnych.
Dlatego ciężko wyróżnić chociażby dwa przypadki dysleksji o tych samych objawach.
Ron Davis nazywa dysleksję „matką wśród dysfunkcji, utrudniających naukę”. Wyjaśnia czemu wiele z nich (autyzm, ADD/ADHD, dyskalkulia/akalkulia, dysgrafia/agrafia, hiperaktywność) ma to samo źródło, co dysleksja.
Część II: Rozwojowa teoria dysleksji.
Autor książki wiąże tę dysfunkcję z umiejętnością wizualnego myślenia w młodym wieku. Ten „dar” sprawdza się do rozpoznawania obiektów z otaczającego nas świata, ale już nie do drukowanych symboli, takich jak litery alfabetu bądź całe słowa.
Takie pomieszanie powoduje dezorientację u dziecka, co z kolei wywołuje stres, który tylko pogłębia problem. Umysł z kolei robi wszystko, aby zatuszować dysfunkcję. U młodych ludzi bardzo szybko spada poczucie własnej wartości, więc używają wielu pomysłowych sztuczek, aby nie wyróżniać się spośród grupy i ukryć trudności w nauce.
Część III: Dar.
Ron Davis wyjaśnia, że myślenie wielowymiarowe (przy użyciu wszystkich zmysłów) odbywa się znacznie szybciej niż myślenie werbalne. Dyslektycy zdają się być bardziej kreatywni, poszukujący i intuicyjni niż ich przeciętni koledzy. Co więcej wydaje się, że są bardziej świadomi otaczającej ich rzeczywistości, pomysłowi i lepiej sprawdzają się w praktycznych zadaniach. Ich wyjątkowy sposób myślenia tworzy niebywałą umiejętność: raz doświadczoną rzecz, rozumieją na tak głębokim poziomie, że mogą ją wykonywać później w sposób intuicyjny, bez myślenia jak.
Część IV: Czas coś z tym zrobić.
Pierwszym krokiem w programie Davis'a jest nauczenie się jak wyłączyć dezorientację i skoncentrować się na prawidłowym postrzeganiu. Wprowadza trening umysłu, mający na celu przezwyciężenie błędnego sposobu postrzegania i uczy metod prawidłowego rozpoznawania drukowanych symboli.
Następnie proponuje bezstresowy system poznania podstaw języka pisanego. Uczniowie wykonują z gliny symbole i słowa, uruchamiając w ten sposób wielozmysłowy proces, rozwijający kreatywność.
I w końcu studenci dochodzą do trzech prostych ćwiczeń czytania dla codziennej praktyki. Mają rozwijać płynność czytania, rozpoznawania tekstu i podnosić poziom zrozumienia.
Na końcu chcieliśmy przytoczyć kilka komentarzy z innej e-strony wypisywane pod artykułem dotyczącym właśnie dysleksji i dyslektyków. Mamy nadzieję że te komentarze zachęcą TU czytających również do zabrania głosu, chętnie podyskutujemy
- Dyslektycy nie powinni wykonywać pewnych zawodów,np.farmaceuty, lekarza. Przecież ich dysfunkcja może być groźna dla pacjenta. Traktowanie dyslektyków na równi z innymi? W takim razie dajmy prawo jazdy niewidomym, człowieka bez nóg zatrudnijmy w balecie, a niemowa niech będzie wykładowcą na uniwersytecie. Jak równość, to równość. Gdyby fakt posiadania zaświadczenia o dysleksji zamykał drogę do wykonywania pewnych zawodów, nastąpiłoby cudowne wyzdrowienie wielu dys-. Nie twierdzę,że dysleksja nie jest choroba, ale traktowanie ludzi nią dotkniętych na równi ze zdrowymi, to przesada. I nie chodzi tu o odrzucenie, ale o zdrowy rozsądek.
- Dysleksja kończy się wtedy, gdy absolwent, który przeszedł szkołę dzięki papierkowi od lekarza zaczyna się starać o pracę biurową. Ten szok, że pracodawca nie potrzebuje ludzi, którzy znajomością języka polskiego ośmieszają firmę bezcenny...
- Kiedyś nie było dysleksji, adhd i bezstresowego wychowywania, dzięki czemu wyszliśmy na ludzi. Strach pomyśleć co będzie z obecnie rosnących pokoleń...ćpuny, mordercy i pies wie co jeszcze...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







