CI KTÓRZY DO NAS ZAGLĄDAJĄ

wtorek, 7 lutego 2012

Zimowe menu alpak.



Zimą jadłospis alpak jest uboższy ,brakuje w nim podstawowago składnika jakim jest zielona soczysta trawa. To właśnie z trawy przeżuwacze ,a do tej grupy należą alpaki potrafią w swoim bardzo wydajnym przewodzie pokarmowym  trawić ,,wykorzystywać" rośliny o bardzo niskiej wartości pokarmowej .Naszą rolą jest tak zbilansować skład i ilość zimowego jadłospisu aby zwierzęta które właśnie w tym okresie są w większości w ostatnim najwyższym etapie ciąży otrzymały wszystkie niezbędne składniki .Dodatkowym problemem są często bardzo niskie tęperatury (ostatni tydzień u nas nocą słupek rtęci spadał do około-30*C)
Czytaliśmy ostatnio na jednym z naszych ulubionych blogów o zabieraniu młodych zwierząt ze stajni do domu. Nasza gwiazdka urodziła się 1 grudnia ,w zeszłym roku mieliśmy porody od połowy zimnego lutego ,nigdy nasze cria ani godziny nie spędzały w domu. Nie dlatego że nie mamy serca ,czy pozbawieni jesteśmy ludzkich uczuć. Wiemy po prostu że gdy nasze zwierzątka dostają odpowiednie jedzenie w odpowiednich ilościach ,potrafią wytworzyć z niego tyle energii aby nie zmarznąć. Tak jest ze zwierzętami od kilku tysięcy lat gdy kolejne z nich były udomawiane czy tak jak alpaki wychodowane.
Koniec XX wieku przyniósł do Polski piękną modę na przenoszenie się na wieś i ZABAWĘ w hodowanie zwierząt , przecież to w polskiej mentalności leży że ,,Przecie wszystko wiem" W związku z tym że wie a dokładnie wydaje mu się skoro ludzkiego dziecka nie zostawia się w stajni na mrozie więc i nowo narodzone zwierzę też trzeba zabrać do domu. Owe wiedzące gotowe są nie wybrednymi uwagami traktować tego który mówi ,,zostaw je w stajni to nie maskotka to zwierzę ,pozwól mu być zwierzęciem ,robisz mu krzywdę wyrywając go z jego bezpiecznej stajenki ..." Nie przypadkiem stworzono bardzo szeroką dziedzinę nauki zwaną ZOOTECHNIKĄ ,do hodowli zwierząt nie wystarczy serce i dobre chęci oraz przekonanie że ,,inni mają to ja też " : D.W naszym przypadku ,od 24 lat jest to ciągła nauka i otwartość na podpowiedzi doświadczonych hodowców. Prowadziliśmy gospodarstwo z pełnym atestem ekologicznym (wtedy gdy za to Unia Europejska jeszcze nie płaciła tak jak teraz ) .Hodowaliśmy w ciągu tych lat różne zwierzęta : krowy,konie,kozy,psy a teraz od ponad 4 lat alpaki .
   Nie traktujmy zwierząt jak maskotki do noszenia i zagłaskiwania,dajmy im być zwierzętami, przecież wystarczy je nakarmić odpowiednią paszą która zpewni ciepło i dobre samopoczucie.
Rano alpaki dostają krojoną marchew (w naszym przypadku ,13 sztuk alpak zjada około 6 kg krojonej w kostkę marchewki dziennie ). Następnie po sprzątnięciu stajni ,drabinki napełniamy zielonym pachnącym latem i ziołami sianem. Siano w diecie przeżuwaczy a więc i alpak to podstawa, drabinki zawsze muszą być pełne chętnie zjadanego sianka .Do wiader nalewamy ciepłą wodę która przez kilka godzin nie zamarza.
Około 14tej podajemy danie podstawowe ,odpowiednio zbilansowany bogaty w białko,mikro i makro elementy oraz witaminy granulat. W zimie zawiera on 18% białka ,tłuszcze roślinne itd ,jest głównym ,,paliwem" dla narażonego na niedogodności zimy organizm alpaki.
Około 16tej uzupełniamy drabinki w sianko ,dolewamy do wiader gorącą wodę która z wielką przyjemnością przy takich mrozach jest pita przez zwierzęta.
Poza tym jadłospisem co kilkanaście dni przynosimy świeżo cięte gałęzie sosnowe z podkrzesywanych zimą drzew . Zimo - zielone igły sosnowe to rezerwuar tych żywych składników diety których nie ma ani w marchwi ani w suchym sianie .Alpaki ogryzają gałęzie do ostatniej igiełki :)
Dodatkowym elementem diety dla naszych alpaczek jest podawana raz w miesiącu iniekcyjnie (zastrzyk) Multi-Vitamina,uzupełnia ona dodatkowo braki i pomaga budować dziecko które prawie przez całe życie dorosłej samicy jest w jej brzuszku.
Tak wygląda zimowa dieta alpak ,to ona pozwala im być szczęśliwymi nawet w największe mrozy w ich bespiecznym azylu jakim jest ich stajnia :)




20 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Wami w stu procentach. Nie ma powodu, żeby zabierać zwierzęta do domu, jeśli domowymi zwierzętami nie są. Jestem przekonana, że Waszym zwierzętom nic złego się nie dzieje. Co prawda my na razie "hodujemy" tylko psa, który mieszka na zewnątrz. On też dostaje ciepłą karmę i wodę trzy razy dziennie i zawsze jak wychodzę z nim na spacery to jest ciepły i szczęśliwy. Myślę, że większą krzywdę można zrobić zwierzętom, kiedy najpierw weźmie się je do domu, a potem każe żyć na zewnątrz. Na wsi wielu ludzi bierze psy i kiedy są szczeniakami to mieszkają w z nimi w domu, śpią w łóżku, a jak urosną idą na podwórko na łańcuch... rozpisałam się. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Taak, natura dba o każdy ze swoich elementów. Tylko człowiek się wynaturza próbując sterować tym, od czego zależy jego życie zamiast przyznać, że jego wiedza jest zbyt ograniczona i słuchać Większej Wiedzy...

    "Urodziłem się na prerii, gdzie wiatr wiał swobodnie i gdzie nic nie tłumiło blasku zachodzącego słońca. Urodziłem się na ziemi, gdzie przestrzeń nie miała granic i gdzie wszystko oddychało wolnością. Tam, a nie wśród murów chcę umrzeć." Ten Bears, Indianin Comanche


    Myślę, że w przyszłym wcieleniu z przyjemnością mogła bym być Waszą alpaką. No może tylko gdyby nie ten zastrzyk... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Ci Klau za ten cudowny cytat,,Ten Bears" piękie ubrał w słowa nasze podejście do zwierząt.
      Zastrzyczek jest robiony bardzo szybko i delikatnie ,tak że pewnie nawet byś nie poczuła :)

      Usuń
    2. Dla nas jest wielkim szczęściem że możemy żyć OBOK tak niezwykłych zwierząt i staramy się jak najmniej ingerować w to co zostało im zakodowane przez 6 tysięcy lat na Andyjskich Punach :)

      Usuń
  3. `A co mylicie o duzych psach-takich jak moje-lepiej aby mialy swoje stale miejsce na podwórku czy w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze (też takie duże jak Twoje) mieszkają z nami w domu,ale tylko dlatego ze przez pierwsze kilka lat nie było warunków do tego aby były w kojcu na podwórku ,,dorosłych drzew się nie przesadza" :) teraz Ares i Murza mają po 13 lat i dożyją już w domu do końca.

      Usuń
  4. Nasze psy też będą w kojcach. Zresztą, prócz psów, myślimy o samych "twardych" rodzimych niewydziwianych rasach, więc Wasze podejście, jak najbardziej pokrywa się z naszymi wyobrażeniami. Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdanie, które napisaliście "Koniec XX wieku przyniósł do Polski piękną modę na przenoszenie się na wieś" przynosi różne dziwne konsekwencje w tym te o hodowlach. I czasami zdarza mi się z takimi ludźmi polemizować, czym oczywiście pogarszam opinię o sobie. Niestety, nie każdy rozumie, że po prostu chce się przekazać inne zdanie w danej kwestii :)) Cóż podobno po to się chwalimy na blogach i stronach, żeby zostać pogłaskanym, i mało kto toleruje inne podejście.
    tak dla rozważenia: faktycznie kiedyś ludzie trzymali zwierzęta w domu :)))) Wystarczy pójść do skansenu - ale niech się te osoby biorące zwierzęta do domu przypatrzą, że ten dom miał dwa końce: z jednej strony mieszkali ludzie i sobie w piecu grzali, a z drugiej strony zwierzęta w domowej obórce :))))) Czyli razem, ale jednak osobno :)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem za , a nawet przeciw :) Jeśli ten post jest zaproszeniem do dyskusji, to korzystam z przyjemnością.Jestem za tym, by nie przypisywać zwierzętom cech ludzkich, by nie popadać w sentymentalizm, czy raczej czułostkowość.Cesarzowi oddać co cesarskie, zwierzęciu, co zwierzęce...
    A jednocześnie będę bronić Joli i jej koźlątka. De facto - koźlę urodziło się w temp -3C, a przeniesione zostalo do werandy o temp +5C. To absolutne minimum temperatury dla koziego noworodka.
    Trochę teorii - kożlęta rodzą się z b. małym zapasem glikogenu w wątrobie - to taki związek energetyczny pozwalajacy na przetrwanie ok. godziny bez jedzenia.W ujemnych temperaturach ów glikogen wyczerpuje się b. szybko na ogrzanie organizmu, przy różnicy temperatur ok. 40 st C. Koźlę słabnie, popada w apatię, nie chce ssać.Temperatura jego ciała obniża się, parowanie mokrego futerka jeszcze to przyspiesza - koźlę wpada w hipoglikemię. Na tym etapie pomaga tylko dootrzewnowy wlew glukozy /5%Calcium borogluconatum/.Bez tego kożlę już pasie się na niebieskich łąkach :(
    Jola intuicyjnie i po babsku zrobiła, co zrobić należało. Porównanie zwierząt domowych ras szlachetnych do ich prymitywnych przodków jest lekkim nadużyciem.W hodowli zawsze jest coś za coś.I tak hucuły, czy koniki polskie bez bólu wytrzymają zimę w wiacie chroniącej przed wiatrem i śniegiem - folbluty i konie arabskie potrzebują zacisznej, ciepłej stajni.Prymitywne, długowłose kozy karpackie czy sandomierskie/ o wydajności mlecznej lepiej nie wspominać/wytrzymają dużo więcej niż szlachetne, wysokowydajne rasy. Rozród zwierząt ras szlachetnych wymaga szczególnej troski, a w warunkach ekstremalnych - wyjątkowych środków zaradczych.Obowiązkiem każdego hodowcy jest zapewnienie tzw dobrostanu zwierząt, o czym Zosiu i Januszu nie trzeba Wam mówić , bo przecież poicie zwierzęta ciepłą wodą, noworodki ubieracie w czapraki,szczepicie multiwitaminą,dostarczacie optymalnej paszy. Vicunie, przodkowie alpak nawet marzyć by nie mogły o takim "pięciogwiazdkowym hotelu" :)
    Wybaczie ten przydługi wywód, ale tak myślę i swojego zdania będę bronić, jak niepodległości :))
    Pozdrawiam cieplutko Was i Waszych przemiłych Gości :)
    S.Ohanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joli kozy to właśnie ,,Hrabianka"-karpacka oraz ,,Gala"- mieszaniec z wieloma cechami Sandomierskiej. Nasze kozy (było to daaawno temu) rasy Saaneńskiej i Polskiej Białej Uszlachetnionej(więc jak najbardziej szlachetnych ras, miały wykoźlenia od połowy stycznia,często w siarczyste mrozy,zaraz po porodzie były na 0.5 godziny przynoszone do osuszenia suszarką do domu ,matka w tym czasie miała czas na oddanie łożyska i odsapnięcie(piła mocno słodką ciepłą wodę).Zaraz po wyschnięciu koźlęta wracały do koziarni w której czasem ściany i sufit były białe od 2 centymetrowej warstwy szronu i temperatura była poniżej zera.Nigdy się nie przypałętała żadna choroba ,ani tym bardziej upadek. Nasze kózeczki rozwijały się i rosły pięknie zajmując na ,,Wystawie Krajowej Zwierząt Hodowlanych" na Służewcu czołowe miejsca i dyplomy MR dla nas :)))

      Usuń
    2. No to osiągnęliśmy consensus :))
      Im gorsze warunki, tym więcej uwagi musimy poświęcić noworodkom.
      U mnie również zdarzaly sie wykoty w duże mrozy - postępowałam podobnie, zabierałam maluchy do domu, suszyłam je / przy pomocy dobermanki Gery :)/poiłam pierwszą porcją mleka. Koza w tym czasie dostawała cieple pójło i koc na plecy. Koźlęta wracały do matki, kiedy już były suche, rozgrzane, ubrane w sweterki i pewnie stały na nogach.W większych stadach jest cieplej / bo samoogrzew/ natomiast pojedyńcze zwierzęta marzną, nawet w dobrych budynkach i wymagają większej troski.
      Na szczęście są to sytuacje zupełnie wyjątkowe, a nie standard postępowania.
      Pamiętajmy o tym, że "na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to co oswoiłes" /Antoine S.Exupery/
      Uśmiech za las posyłam :))
      S.Ohanka

      Usuń
  7. Aneto, w kwestii rozplanowania domów wiejskich polemizowałabym. Obok takich "z dwoma końcami" - jednym dla ludzi, drugim dla zwierząt były domy zgoła inne, w których zwierzęta i ludzie żyli sobie obok siebie pod jednym dachem, zwierzęta oddzielone tylko płotkiem. Takie domy obejrzeć można w skansenach, ale nie w Polsce, bo u nas inny model rozplanowania przestrzeni panował. A zwierzęta w domu były trzymane, aby to ludziom było ciepło.

    Niemniej jednak, również jestem zwolenniczką, aby zwierzęta żyły życiem zwierzęcym, a ludzie ludzkim. Dlatego mam takie zwierzęta, które znoszą warunki klimatyczne naszej strefy równie dobrze przez cały rok, co nie przeszkadza mi czasami wziąć do domu porzuconego po porodzie jagnięcia, gdy mróz siarczysty na dworze, czy zabrania suki, która właśnie powiła szczenięta do domu, bo na zewnątrz -25 stopni. Dla pełnego obrazu dodam, że moje owce żyją półdziko, wolą las o każdej porze, nie mają owczarni, tylko dwa małe domki, w których jednak nie przebywają, bo nie chcą. Psy komondory również wolą życie swobodne, poza tym taką mają pracę - patrolują 10 hektarów. Kundel leciwy i owczarek szkocki mieszkają w domu, koty też wolą swoje strychy i obórki sąsiadów. I tak wszyscy są szczęśliwi, zdrowi i zadowoleni z życia. Pozdrawiam bezstresowo z zasypanej śniegiem wsi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Rogata Owco" oburącz podpisujemy się pod Twoimi słowami.Obraz owiec i Komondorów żyjących tak na 10 hektarach jest obrazem raju dla zwierząt :)

      Usuń
  8. Staram się, aby dobrze się im żyło. Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jak pisałam, nie zamierzam robić z koźlątka maskotki, ani trzymać go w domu, zarówno Gala, jak i Lutek są już w koziarni, mimo, że mróz nadal trzyma, ale maluch jest już dużo większy. Jeżeli mogłabym cofnąć się w czasie zrobiłabym to samo, nikt poza mną nie widział tego koźlątka, mały był ewidentnie wyziębiony, nie miał ochoty ssać mleka, zwinął sie w kłębuszek i trzęsąc się zasypiał, Waszym zdaniem powinnam go tam zostawić i czekać "przeżyje, to dobrze, nie przeżyje - mała strata". Nie znam się na Alpakach, ale wydaje mi się, że nie można porównywać dziecka Alpaki i kozy. Skoro ludzie tu z gór, hodujący zwierzęta od pokoleń, powiedzieli mi, że maluch nie przeżyłby tej nocy, skoro nie wytknęli mi zamieniania zwierząt w maskotki, wręcz przeciwnie, sąsiadka-starsza kobieta, powiedziała, że bardzo dobrze zrobiłam, a nie jest to miastowa, tylko gospodyni, kobieta, która żyje tu w górach siedemdziesiąt pare lat. Jeżeli mamy zwierzęta, bez względu,na to czy są to psy, koty, czy kozy, musimy o nie dbać i w sytuacjach ekstremalnych, zapewnić im warunki do przeżycia. Do informacji komentujących, moja chałupa jest właśnie tak skonstruowana, że w jednej części była część ludzka, a w drugiej zwierzęca, obie części dzieliła sień. Gala i lutek byli w domu 4 dni, nie w łóżku, nie w ogrzewanym pomieszczeniu, tylko właśnie w tej sieni, gdzie nocą temperatura wynosiła 2 stopnie. Z całym szcunkiem dla Waszej wiedzy, tym razem pozwolę się z Wami nie zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jolu w żadnym razie nie oceniamy Twojego działania,nie powinnaś nam też zarzucać podejścia ,,przeżyje,to dobrze,nie przeżyje-mała strata" . Wydaje nam się że tyle czasu obserwujesz na naszym blogu co i jak robimy z naszymi zwierzętami że chyba te słowa są troszkę za daleko idące i niezbyt sprawiedliwe.Tak a pro pos ,piszesz o porównaniu alpaki i kozy NAM SIĘ NIE WYDAJE ,kozy hodowaliśmy prawie 10 lat było to stado około 30 sztuk,więc MY mamy podstawy do tego aby porównywać te zwierzęta. Wiesz co -NIE RÓŻNIĄ SIĘ GDY SĄ MALEŃKIE NICZYM :)
    To co piszemy TU u siebie jest tylko wynikiem przeczytanych u Ciebie komentarzy ,Pań nie bardzo wiedzących o czym piszą,które nie omieszkały niewybrednie oceniac nasz komentarz.
    Tak przy okazji nie raz dawaliśmy Ci dowody naszej życzliwości i chęci pomocy w Twoich pierwszych hodowlano-przetwórczych krokach,wiedz że zawsze możesz liczyć na naszą życzliwość i podpowiedź jeśli oczywiście będziesz chciała z niej skorzystać :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Cenie sobie Wasze rady, gdyby było inaczej nie zawracałabym Wam głowy,dziecko Alpaki nie różni się niczym od dziecka kozy, gdyby w Waszej alpaczej stajence było -7, jako opiekuni i hodowcy zostawilibyście malucha zaraz po porodzie w tym pomieszczeniu? Od tego jest zootechnika, która w przypadku kóz mówi, że optymalna dla nich temperatura to 10-15 stopni, no chyba, że Ci, którzy hodują kozy i ten kto napisał tą książkę jest niedoukiem, albo miastowym. Nie chce się tu wymądrzać, bom głupia i niewiele jeszcze wiem i myślę, że to dobrze, że miastowi przenoszą się na wieś i zabierają się za hodowlę, nawet jeżeli popełniają błędy, skoro ludzie ze wsi, nie chcą tego robić i uciekają do miasta. Czy sprawiedliwe jest ocenianie miastowych jako idiotów, którzy nic nie wiedzą, nic nie umieją i najlepiej jakby siedzieli w mieście i hodowali świnki morskie. Z całym szacunkiem, uważam, że cały Wasz post jest niesprawiedliwy, uszanujmy to, że każdy z nas ma prawo do własnej drogi i własnych błędów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilke się zastanawialiśmy czy kontynuować tą publiczna rozmowę z Tobą,ale niech tam ,skoro radząc się nas wielokrotnie i ucząc, wybierałaś drogę prywatnych e-maili nie było to dla nas dziwne :) teraźniejsza pyskówka dla nas jest nie bardzo przyjemna.
      Problem tej dyskusji polega na tym że Ty konfrontujesz swoje domysły i odczucia z naszą wiedzą i wieloletnią praktyką hodowlaną.Odpowiemy Ci teraz jeszcze raz.
      -W stajni naszych alpak i dwóch kóz w tej chwili jest temperatura około -12*C kilka dni temu było około -20*C.W takiej temperaturze w zeszłym roku w połowie lutego rodziła sie Kamak .Zaraz po urodzeniu została wysuszona (w stajni) przy pomocy ręcznika i suszarki,założyliśmy jej czapraczek (tylko na dwa dni)nie była zabierana do domu ani na minutę(zbyt kochamy nasze zwierzęta aby fundować im stres związany z przenoszeniam tam i z powrotem)
      -Na temat tych którzy piszą takie książki nie będziemy się wypowiadać gdyż kilku z tych autorów jest naszymi znajomymi(wiedzą co myślimy o bzdurach wypisywanych w tych książkach).
      -Co do przenosin miastowych na wieś jesteśmy bardzo za .24 lata temu sami zrezygnowaliśmy z bardzo intratnego zawodu Konserwatora Dzieł Sztuki i pracy w PKZtach. Gorzej z tymi błędami (które zwykle wynikają z zarozumialstwa i przekonania że przecież ja jestem z miasta wiem wszystko ,więc jak mam pytać prostego chłopa zza płotu,,jak to się robi")NAJGORSZE ŻE ZA TE BLĘDY PŁACĄ W MILCZENIU ZWIERZĘTA.
      -Gdybyśmy nazywali miastowych idiotami strzelali byśmy sobie w kolano :) chociaż po tylu latach życia na wsi i obserwacji ich poczynań, często właśnie taki epitet ciśnie się nam do głowy,ale nie zawsze.
      - Nasz post nie musi być ani sprawiedliwy ani nie sprawiedliwy :)
      Podajemy w nim po prostu konkrety opierając się na wiedzy i doświadczeniu.O popełnianiu błędów i o tym ze płacą za nie w milczeniu zwierzęta już napisaliśmy.

      Usuń
  12. Witam,widzę,że alpaki u Was mają zapewnione normalne warunki, zbliżone do naturalnych, aż miło się patrzy na takie zwierzęta.
    Ja chciałam spytać co sądzą o alpakoterapii osoby opiekujące się tymi zwierzętami?
    Czy te dość delikatne i w jakimś stopniu płochliwe zwierzęta nadają się do spacerów po centrum miasta, wchodzeniu po schodach, do wielu różnych miejsc i osób?
    Co sądzicie o trzymaniu takich zwierząt w mieście w garażu,bez wybiegu i spokoju, ciągłym narażaniu na głaskanie,przytulanie,ozdabianie?
    Czy duże ilości marchwi są dla nich zdrowe a i przetrzymywanie w małym kojcu,gdzie na około jest pełno ludzi w trakcie festynu jest normalną sytuacją dla takiego stworzenia?
    Zastanawia mnie ilość miejsc, które te zwierzęta muszą odwiedzić i brak czasu na ich odpoczynek.
    Ostatnio nurtuje mnie ta moda na fajne zabawy dla dzieci i lansowanie takich nowości, czy nie ma kogoś, kto wstawi się za zwierzętami.
    pozdrawiam i proszę o opinie osoby znające się na temacie tych wcale nie maskotek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele razy w komentarzach wyrażaliśmy swoją opinię na temat takiego znęcania się nad alpakami. Alpako terapię wymyślili amerykanie i jak większość ich pomysłów jest to zupełna bzdura.Wiemy o jakim garażu o jakich alpakach jest mowa, niestety ani tej pani ani związkowi hodowców alpak do którego pani należy nie przeszkadza takie traktowanie tych zwierząt :( Naszym hasłem od zawsze jest,, ALPAKI ŻYJĄ PRZY CZŁOWIEKU A NIE Z CZŁOWIEKIEM'' pozwólmy im zachować to co w nich najpiękniejsze, ostrożność, nieufność i dystans do ludzi.
      Marchew tak jak wszystko co w nadmiarze jest szkodliwa, to ma być uzupełnienie zimowe diety a nie podstawa żywienia :/
      Związek Hodowców Alpak to przede wszystkim grupa ludzi nastawionych na robienie kasy na tych zwierzętach a nie na dbanie o nie zapewnianie im warunków w związku z czym pani trzymająca alpaki w mieście w małym garażu może zostać ,,szefem sekcji'' :D
      Pozdrawiamy

      Usuń